reklama

Rozmowa z Tadeuszem Ziółkowskim, byłym wójtem gminy Dziadowa Kłoda

Dawid SamulskiZaktualizowano 
<b>Tadeusz Ziółkowski popiera Krzysztofa Kazimierczaka</b>
Tadeusz Ziółkowski popiera Krzysztofa Kazimierczaka Dawid Samulski

Gdzie Pan był, jak Pana nie było?
Dość długo dochodziłem do siebie po wyborach (śmiech). Poświęciłem się w tym czasie najbliższej rodzinie, od której uzyskałem największe wsparcie. Od 1 października ubiegłego roku jestem już na pełnej emeryturze. Teraz, aby zdrowie tylko było.
Porażka zabolała?
Towarzyszył mi niedosyt, ale i przygnębienie. Najtrudniej było w początkowym okresie, ale wynik wyborów przyjąłem z pokorą.

Wie Pan już, gdzie popełnił błąd?
Trend wówczas był taki, że ludzie chcieli zmiany. Ponadto tamtej stronie udało się zmobilizować młodzież, co miało kolosalny wpływ na ostateczny rezultat.

Moim zdaniem przeszedł Pan trochę „obok” tamtej kampanii wyborczej. Nie miał nawet własnych ulotek wyborczych.
Liczyłem na to, że wyborcy wezmą pod uwagę „całokształt” i docenią to, co zrobiłem dla tej gminy.

A jednak docenili kogo innego.
Robert Fryt wykazał się dużą odwagą, decydując się na kandydowanie. Nie miał przecież żadnego doświadczenia w pracy administracyjnej, ani w kierowaniu zespołem ludzkim.

Niebagatelny wpływ na pańską przegraną miało powierzenie funkcji dyrektora Zespołu Szkół Grzegorzowi Pfeifferowi, człowiekowi z zewnątrz, do którego przylgnęła łatka konfliktowego. Gdyby nie ten ruch, rządziłby Pan gminą aż do emerytury. Wiem, wiem, zaraz Pan powie, że przecież Pfeiffer wygrał konkurs…
To po pierwsze. A po drugie nie był on na rękę byłemu dyrektorowi oraz organizacjom działającym w oświacie, którzy uruchomili lawinę oszczerstw i pomówień przeciwko mnie. Ludzie odsądzali mnie wówczas od czci i wiary. Czy słusznie? Nie mnie to oceniać, czas pokaże.

Telefony po wyborach zamilkły?
Na szczęście nikt się ode mnie nie odwrócił.

Dlaczego nie zdecydował się Pan teraz kandydować na wójta?
A po co mi te nerwy? Mój stan zdrowia wymaga ciszy, spokoju i relaksu, a nie dodatkowego stresu.

Jak ocenia Pan kadencję obecnego wójta?
Zanim odpowiem, przypomnę, że wielokrotnie powtarzał, iż startuje tylko po to, aby odwołać Grzegorza Pfeiffera, czyli nie chce, ale musi. Na stanowisko to powrócił dyrektor Zdzisław Bałwas, któremu, jak czytałem pańską relację z sesji, też nie jest dziś po drodze z Robertem Frytem. Z moich obserwacji wynika, że od początku tej kadencji popsuła się atmosfera w samym urzędzie, jak i w niektórych jednostkach podległych gminie.

Co Pan opowiada, przecież urzędnicy dostali podwyżki.

Czy większe pobory są równoznaczne z tym, że ktoś kogoś bardziej szanuje?

Skupmy się na sprawach gospodarczych.
Pierwsze lata obecnych władz upłynęły na wdrażaniu się, zapoznawaniu z funkcjonowaniem samorządu, zaś plik zadań zaplanowano do realizacji w roku wyborczym. Owszem, trzeba informować mieszkańców o swoich dokonaniach, ale trzeba to robić rzetelnie, dlatego, uważam, że forma folderu promocyjnego, wydanego przez gminę, jest niewłaściwa.

Czepia się Pan.
To rada gminy kadencji 2010-2014 zaproponowała realizację szeregu zadań na 2015 rok, które obecni włodarze przypisują wyłącznie sobie.

Na przykład.
Współfinansowanie budowy chodników w Dalborowicach i Dziadowej Kłodzie; przebudowa dróg o nawierzchni asfaltowej Dziadowa Kłoda-Szklarka; łączniki w Lipce i Miłowicach, na które to środki zostały zabezpieczone w Urzędzie Marszałkowskim. To także przebudowa drogi Gronowice – Brzezinka (realizowana w ramach tzw. schetynówki – przyp. red.), którą wprowadziliśmy do zadań wojewody i otrzymaliśmy dofinansowanie. Poprzednia rada zaplanowała jeszcze dokończenie termomodernizacji w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Miłowicach, zakup samochodu bojowego dla OSP Gołębice, montaż klimatyzacji na świetlicy w Radzowicach czy budowę chłodni w Gołębicach i Dziadowym Moście. Wypadałoby, aby wójt Robert Fryt choć słowem wspomniał o tym, że tamten samorząd także przyczynił się do realizacji wielu wymienionych zadań. Można też było bardziej docenić naszych strażaków, których wkład własny, jak i sołectw oraz sponsorów, został pominięty w informacji o zakupach samochodów dla poszczególnych jednostek.

Co jeszcze Pana boli?

Na przykład to, że na wszelkiego rodzaju zebraniach z mieszkańcami obecni włodarze żalą się, że zostawiliśmy im w spadku potężne zadłużenie. Przypomnę, że na koniec 2014 roku było ono na poziomie 38 procent w stosunku do dochodów, przy dopuszczalnych 60 procentach. Groźby bankructwa czy likwidacji gminy nigdy nie było, jak przepowiadano. Szkoda, że wszem i wobec wypominano mi to zadłużenie, nie wspominając o tym, że zostawiałem nadwyżkę budżetową za 2014 r. w wysokości 817 tys. zł i że wolne środki z lat poprzednich wynosiły ponad 960 tys. zł. Gdyby wójt Robert Fryt tę nadwyżkę zaangażował w spłatę kredytów, zadłużenie spadłoby poniżej 30 procent. Obecny wójt chwali się w folderze, że w przeciągu 4 lat spłacił 2,3 mln zł zadłużenia, jednak ponad 1/3 z tej kwoty została zagospodarowana przez poprzedników. Z drugiej strony sam zadłuża gminę, zaciągając w 2018 roku kredyt w wysokości 1,7 mln zł.

Groźby bankructwa czy likwidacji gminy nigdy nie było


Dziś nie ma samorządu, który nie posiadałby zadłużenia.

Wiedzieliśmy, że kredyty są naszą siłą napędową, więc z nich korzystaliśmy. Tym bardziej, że jeden, w kwocie 4 mln zł, udało się nam pozyskać na bardzo korzystnych warunkach, przy oprocentowaniu 2,5 w skali roku. Kredyty nie zostały przejedzone. Zaangażowaliśmy je w inwestycje, które wsparły dodatkowo środki unijne i z zewnątrz. Przykładem jest hala sportowa, wybudowana za ponad 5 mln zł. To jedna z największych, jak nie największa, inwestycja w historii naszej gminy. Kadencja 2010-2014 to także Orlik za 867 tys. zł, termomodernizacja szkół za ponad 1 mln zł, około 8 km dróg asfaltowych za 1 mln 800 tys. zł, a ponadto remonty wszystkich świetlic wiejskich i obiektów użyteczności publicznej. Ogółem na wszystkie inwestycje, projekty i realizację zadań gminy wydaliśmy wówczas 15 mln zł, z czego środki własne stanowiły jedynie 5 mln zł. Reszta to pieniądze unijne lub z innych zewnętrznych źródeł.

Dlaczego postanowił Pan poprzeć właśnie Krzysztofa Kazimierczaka, jako jednego z dwóch kandydatów do fotela wójta gminy?
Może nie wszyscy pamiętają, ale od 1 grudnia 1989 r. do 30 września 1995 r. pracowałem w Gminnym Ośrodku Kultury, najpierw jako instruktor, a potem na jednoosobowym etacie dyrektora. Wówczas poznałem Krzyśka, który wraz ojcem Władysławem, Mirosławem Wróblem i innymi mieszkańcami gminy, aktywnie pomagali mi w realizacji zadań kulturalnych. Robili to bezinteresownie, za co jeszcze raz bardzo im dziękuję. Do historii przeszły nasze słynne dyskoteki, organizowane w pomieszczeniach GOK-u. Każdorazowo bawiło się na nich po 300-400 osób. I włos z głowy nigdy nikomu nie spadł, mimo że nie korzystaliśmy z żadnej obstawy.

Krytycy obecnego wójta zarzucają mu, że nie mieszka na terenie gminy Dziadowa Kłoda.
I mają rację, bo ktoś stąd ma bezpośredni kontakt z mieszkańcami, utożsamia się z nimi. Inaczej niż ktoś, kto przyjeżdża tu do pracy na 8 godzin.

No to odbiję piłeczkę. Krzysztof Kazimierczak nie ma wyższego wykształcenia, a Robert Fryt ma.

Nie wykształcenie stanowi o człowieku. Krzysiek dał się poznać jako doświadczony działacz samorządowy, bez zastrzeżeń sprawujący funkcję kierownika Gminnego Ośrodka Kultury, potrafiący nawiązywać kontakt z ludźmi. Dzięki jego zmysłowi organizacyjnemu, możemy być dumni z wielu imprez o charakterze kulturalno-rozrywkowym, jak choćby Dni Gminy. Wierzę, że nadal maksymalnie będzie się angażował w realizację zdań gospodarczych i społecznych. Jego wiedza predysponuje go do tego, aby zarządzać, a nie rządzić. Oczywiście pod warunkiem, że obsadzi stanowiska kierownicze osobami kompetentnymi, a urzędnikom i zatrudnionym w jednostkach podległych gminie pozwoli spokojnie pracować. Wówczas efekty same przyjdą. Mam nadzieję, że będzie mu dane przywrócić normalność i postawić na sławę oraz na dobre imię gminy Dziadowa Kłoda.

Dziękuję za rozmowę.
I ja dziękuję redakcji „Gazety Sycowskiej” za to, że jeszcze pamięta o mnie i interesuje ją, co mam do powiedzenia. Pozdrawiam wspaniałych mieszkańców naszej małej gminy.

Dobrostan zwierząt. Co już wiadomo o tej pomocy dla rolników?

Wideo

Materiał oryginalny: Rozmowa z Tadeuszem Ziółkowskim, byłym wójtem gminy Dziadowa Kłoda - Dolnośląskie Nasze Miasto

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3