Widziałem jak diabeł chodzi tam na palcach... Jakie tajemnice kryje przykościelny sad?

nnb
W mrocznym sadzie - wywiad z Mieczysławem Gorzką, autorem nowej wrocławskiej powieści kryminalnej

„Martwy sad” jest Pana oficjalnym literackim debiutem. A jak to się wszystko zaczęło, jak wyglądała Pana droga do wydania książki?

Zacząłem pisać opowiadania już w drugiej klasie szkoły podstawowej. Potem pisałem przez całe dorosłe życie. Głównie do szuflady, chociaż wysyłałem też swoje teksty na różne konkursy literackie. Przed 40. urodzinami postanowiłem zrobić sobie prezent i wydać książkę. Zbiór opowiadań fantastyczno-naukowych „Horyzont zdarzeń” w całości sam zaprojektowałem i sfinansowałem. Rozprowadzałem go tylko w gronie znajomych. Dla następnej książki, czyli „Martwego sadu”, szukałem już wydawcy. Po różnych perturbacjach, które trwały kilka lat, trafiłem do wrocławskiego Wydawnictwa Bukowy Las, które zainteresowało się powieścią i właśnie ją wydało.

Podobno, żeby napisać książkę, trzeba najpierw czytać, czytać, czytać. Jakie książki Pan czyta, jacy są Pana ulubieni autorzy?

Zawsze byłem molem książkowym. Moja mama pracowała w bibliotece, miałem więc do nich nieograniczony dostęp. W wakacje czytałem średnio jedną książkę dziennie. Pochłaniałem wszystko, co wpadło mi w ręce. Wtedy powstała lista moich absolutnie ulubionych tytułów, do których ciągle wracam: „Nędznicy” Wiktora Hugo, „Władca pierścieni” J.R.R. Tolkiena, „Imię róży” Umberto Eco, „Niezwyciężony” Stanisława Lema, „Ubik” Philipa K. Dicka. Później zakochałem się w twórczości Stephena Kinga i Deana Koontza. Jeśli chodzi o autorów książek kryminalnych, bardzo lubię klasycznych autorów, takich jak Agata Christie, Raymond Chandler i Joe Alex. Ze współczesnych moimi mistrzami są Stieg Larsson i Jo Nesbo. Ostatnio mam trochę mniej czasu, ale zawsze jakaś książka mi towarzyszy. Wracam do swojej klasyki, ale czytam też nowe powieści kryminale ukazujące się na rynku.

Co było dla Pana największym wyzwaniem w trakcie pisania powieści kryminalnej?

Staram się, żeby każdy rozdział był interesujący, żeby w treści było jak najmniej mielizn, na których czytelnik może utknąć i stracić zainteresowanie całością. Zwykle scenariusz książki, który sobie przygotowuję przed rozpoczęciem pisania, ma kilka lub nawet kilkanaście stron. „Martwy sad” pisało mi się wyjątkowo dobrze i szybko. Cały plan to było kilka punktów zapisanych na kartce z notatnika. Resztę miałem poukładane w głowie od pierwszego do ostatniego zdania. Trzeba było to tylko wpisać do komputera.

Na początku powieści wspomina Pan o zespole Coma i ich utworze „W chorym sadzie”. Na czym polega inspiracja piosenką tej grupy?

Jestem fanem zespołu Coma, ale w jego bardziej rockowym wydaniu. Uważam, że ich „Czerwony album” jest jedną z najlepszych polskich płyt rockowych. Był taki okres, kiedy słuchałem jej praktycznie bez przerwy. Szczególnie zainteresował mnie utwór „W chorym sadzie” Miał specyficzny mroczny klimat i oryginalny tekst. Im dłużej go słuchałem, tym bardziej działał na moją wyobraźnię. Zacząłem się zastanawiać, co mogło stać się w tym sadzie, kim mógłby być diabeł, który chodzi tam na palcach... Tak narodził się pomysł na „Martwy sad”.

Mieszka Pan we Wrocławiu, pochodzi ze Szczepanowa pod Środą Śląską. Czy dlatego akcja powieści rozgrywa się w tych miejscach? Czy zawarł w niej Pan inne osobiste wątki?
Ze Szczepanowem jestem bardzo mocno związany uczuciowo, wszystkie najpiękniejsze chwile dzieciństwa wiążą się przecież z tą miejscowością. Kiedy do głowy wpadł mi pomysł na powieść, od razu wiedziałem, że sad musi być położony przy starszym z kościołów w Szczepanowie. To miejsce zawsze było dla mnie niepokojące i tajemnicze. Główny bohater „Martwego sadu”, komisarz Marcin Zakrzewski, pochodzi ze Szczepanowa. Kiedy tam wraca, nawiedzają go wspomnienia z dzieciństwa. Niektóre z tych wspomnień są moimi wspomnieniami, sytuacjami, które zdarzyły się naprawdę.

Jest Pan z wykształcenia ekonomistą, prowadzi Pan firmę finansowo-księgową – to dość wyjątkowa profesja dla autora powieści. Czy gdyby jeszcze raz podejmował Pan decyzję o wyborze studiów i zawodzie, byłaby ona taka sama?
Nie uważam, żeby ekonomista piszący książki kryminalne był kimś wyjątkowym. Jeśli tylko ma się pasję, dużo samozaparcia, cierpliwości i dobry pomysł, można pisać. Zawód nie ma w tym wypadku znaczenia. Poza tym nigdy nie zastanawiam się „co by było gdyby”, dlatego niewiele jest w przeszłości rzeczy, które chciałbym zmienić. Uważam, że studia ekonomiczne były najlepszym, co mogło mi się trafić. Dzięki nim robię teraz w życiu to, co daje mi satysfakcję, znajdując czas na hobby, czyli pisanie.

Rusza kanał TV dla seniorów, Antena HD

Wideo

Materiał oryginalny: Widziałem jak diabeł chodzi tam na palcach... Jakie tajemnice kryje przykościelny sad? - Gazeta Wrocławska

Dodaj ogłoszenie