Zmarł Henryk Sarnowski

Dawid Samulski
Henryk Sarnowski
Henryk Sarnowski Fot. Dariusz Jurkowski
Był naczelnikiem i burmistrzem miasta i gminy Syców, marszałkiem kaliskim oraz wicestarostą powiatu oleśnickiego. W nocy 21 października przegrał walkę z rakiem płuc. Miał 66 lat. Datę pogrzebu wyznaczono na 23 października. Żałobna msza święta rozpocznie się o godz. 13 w kościele przy ul. Kaliskiej.

OTO OSTATNI WYWIAD Z HENRYKIEM SARNOWSKIM, JAKI UKAZAŁ SIĘ W "GAZECIE SYCOWSKIEJ" Z 19 WRZEŚNIA.:

Z niejednego samorządowego pieca jadł już Pan chleb. Z którego był najsmaczniejszy, a z którego nie zawsze najlepiej wypieczony?
Każdy okres ma swoje plusy i minusy, ale najtrudniej jest zawsze na początku. Ja, kiedy po raz pierwszy zostałem naczelnikiem, musiałem się zmierzyć ze zwodociągowaniem miasta. Podołaliśmy temu zadaniu, dzięki czemu nie mamy problemów z wodą do dziś. A trzeba wiedzieć, że woda wcześniej była racjonowana. Kiedy powołano Narodowy Fundusz Rozwoju Kultury, podjęliśmy inicjatywę pozyskania pieniędzy na kapitalny remont domu kultury, powstał pomysł powołania muzeum i szkoły muzycznej. W 1973 r. sporo grosza uszczknęliśmy także na uzbrojenie z tzw. funduszu rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Później pojawiły się środki przedakcesyjne i akcesyjne - gdy weszliśmy do UE, które również trzeba było wykorzystywać. Kiedyś, podobnie jak dziś, dobry gospodarz musiał umieć szukać źródeł finansowania lub współfinansowania swych inwestycji. Gdy jakieś przegapił, tracił pieniądze bezpowrotnie.
W pamiętnych konkursach Krajowego Mistrza Gospodarności Syców był wicemistrzem (1971 r.) oraz mistrzem (1976) i ponownie wicemistrzem (1979 r.) - kiedy pełnił Pan funkcję naczelnika. Jakie namacalne korzyści, oprócz samego splendoru, tytuł ten dawał miastu w tamtych czasach? A może było tak, jak twierdzą niektórzy, że miejsca w tym konkursie przyznawane były wcześniej pod stolikiem?
Skąd. Przez dwa dni gościliśmy komisję z Warszawy, której ludzi w ogóle się nie znało, bo reprezentowali np. Radę Państwa, Ministerstwo Gospodarki Komunalnej czy Ministerstwo Handlu. Oprócz tego, że Syców był sławny na całą Polskę, otrzymywał nagrody finansowe. Za dwie ostatnie wybudowaliśmy dwa przedszkola, a na ul. Kaliskiej powstały już nawet fundamenty pod trzecie. Ostatecznie działkę tę kupiła kuria i w miejscu tym powstał kościół. Wysokie miejsce w konkursie na Krajowego Mistrza Gospodarności owocowało również kosztownym sprzętem - dostaliśmy zamiatarki, polewarki czy samochód do wywozu kubłów.
Reforma administracyjna w 1975 r. pozbawiła Syców powiatu i przypisała do województwa kaliskiego. Gdzie dziś bylibyśmy, gdybyśmy pozostali w strukturach ówczesnego wrocławskiego?
Trudno powiedzieć. Wysokie miejsca we wspomnianych konkursach spowodowały, że do kaliskiego weszliśmy z dość bogatym wianem. Największym dla nas złem było wówczas to, że przy okazji likwidacji powiatów Twardogóra została przy Wrocławiu, a my przeszliśmy pod Kalisz. Wskutek tego rozdzielenia stanowiliśmy potem mniejszy potencjał jako region.
Prawdą jest, że awans wojewódzki i urbanizacyjny rozwój Kalisza odbywał się kosztem inwestycji peryferyjnych miast i gmin, takich jak choćby Syców?
Myślę, że nie. Co prawda na początku Kalisz zabrał nam meble - na szczęście stare graty - na wyposażenie urzędu wojewódzkiego, ale było to źle odebrane przez mieszkańców. Program inwestycyjny na następny rok uzgadniało się w mieście wojewódzkim, podczas negocjacji - w obecności naczelników i prezydentów z całego regionu. Była rywalizacja, ale nie sprowadzała się do tego, że mniejszy cierpiał kosztem większego.
Kto zadecydował o tym, że Syców przeszedł pod Kalisz?
Nas, jako władz samorządowych, nikt nie pytał o zdanie. Decyzje zapadały w Warszawie. Ten podział był dla nas kompletnym zaskoczeniem, nikt nie wiedział, co z niego wyniknie.
Kto miał wówczas w gminie więcej do powiedzenia, Pan jako naczelnik, czy sekretarz?
To kwestia dyskusyjna, ale chyba jednak I sekretarz. Dodam od razu, że mieliśmy szczęście do tych sekretarzy, bo byli zacnymi ludźmi, nie nadużywającymi swej władzy i nie wtrącającymi nam się do pracy. Decyzje były uzgadniane.
Jakich konkretnie sekretarzy ma Pan na myśli?
Tych, z którymi osobiście współpracowałem. Wiele pomógł mi Franciszek Pić, do rzeczy był Edmund Burzała, który bronił ludzi, nic złego nie mogę także powiedzieć na Józefa Rydzyka. To był dusza człowiek.
Po włączeniu Sycowa do województwa kaliskiego został Pan naczelnikiem tej gminy z automatu?
Nie do końca. Na początku zaproponowano mi funkcję dyrektora wydziału budownictwa w urzędzie wojewódzkim. Trzy tygodnie później wszystko się odmieniło. Naczelnik powiatu Stanisław Jarża zdecydował się przejść do Kalisza na szefa Wojewódzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej, więc miejsce się zwolniło i ja otrzymałem propozycję pozostania w Sycowie.
Wciąż wywołuje Pan przeciwstawne emocje. Są tacy, którzy mówią, że takiego gospodarza Syców nie miał i mieć nie będzie, ale sporo też temu zaprzecza. Argumentem tych drugich jest niewykorzystana w 1999 r. szansa na przywrócenie powiatu sycowskiego.
Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, więc z pełną odpowiedzialnością powtórzę, że na powiat sycowski nie było szans. Dotarłem w tej sprawie do wicepremiera Tomaszewskiego, nawet do samego Buzka, od którego usłyszałem: „Niech pan jeszcze znajdzie z 15 tys. ludzi”. Twardogóra nie chciała, więc bezskutecznie próbowaliśmy jeszcze przekonywać Sośnie i Kobylą Górę. Niestety, zabrakło nam też sojuszników wśród parlamentarzystów, z którymi także rozmawialiśmy.
Czym Twardogóra mogła się zrazić do Sycowa?
Podobno jej mieszkańcy czuli się tłamszeni w powiecie sycowskim, mieli pretensje, że Syców się rozwijał kosztem Twardogóry. Twardogórzan mógł też zaboleć ten nasz Mistrz Gospodarności, co kompletnie nie miało nic wspólnego z powiatem, gdyż rzecz dotyczyła wyłącznie miasta Syców.
Czy można dziś powiedzieć, że gdyby Twardogóra powiedziała „tak”, to istniałby powiat sycowski?
Chyba tak, choć jeszcze różnie mogło być...
Jakby mu się teraz wiodło?
Jako małemu powiatowi, byłoby mu ciężko. Większość pieniędzy przejadałby na administrację powiatową, kosztem subwencji na drogi czy oświatę.
Czy dla Sycowa kiedykolwiek brana była pod uwagę alternatywa powiatu kępińskiego?
Po propozycji Kępna króciutko trwały dyskusje na ten temat, ale szybko ucichły, bo niewielu było w Sycowie zwolenników takiej koncepcji. Jednak ludzie czują się tutaj Dolnoślązakami.
Kiedy był Pan burmistrzem Sycowa, a jednocześnie marszałkiem województwa, zaczęto budować obwodnicę miasta, wybudowano zbiornik retencyjny w Stradomi oraz halę sportową. Ja jednak chciałbym się na chwilę zatrzymać przy obwodnicy. Jak to możliwe, że Syców miał ją tak szybko, nawet przed Oleśnicą, skoro inwestycja ta w pierwotnych planach GDDKiA figurowała na 300 miejscu...
Jako marszałkowi łatwiej mi było rozmawiać z GDDKiA, tym bardziej, że pojechał ze mną wojewoda. Miałem większe przebicie.
Dużą cywilną odwagą należało się wykazać, przymykając w komunistycznych czasach oko na kontakty Sycowa z Niemcami, które później zaowocowały powstaniem komitetu partnerskiego Syców-Malsch?
W sumie już się tak tej presji nie odczuwało, nikt mi palcem nie groził, mimo że kontynuowaliśmy kontakty partnerskie wbrew przepisom. Były nieformalne, bo na legalizację Ministerstwo Administracji i Gospodarki Komunalnej nie wyraziło zgody.
17 V 1996 r. przybył do Sycowa z wizytą prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. Co Pan z tej wizyty najbardziej zapamiętał?
To była pierwsza krajowa wizyta Kwaśniewskiego. Przyrzekł nam wtedy powiat, ale później jakoś z tej obietnicy się nie wywiązał.
Jeden z internautów napisał, że kiedyś w Sycowie pewna niemiecka firma meblowa chciała kupić ziemię i wybudować fabrykę mebli, tworząc tym samym dziesiątki miejsc pracy. Pan jednak zaśpiewał cenę z sufitu i Niemcy wynieśli się do Śremu.
To nieprawda. Właściciel firmy Febrü chciał kupić ziemię na Wiosce, ale później stwierdził, że mu nie odpowiada i się rozmyślił. Większa walka była stoczona później, o GKN, który jest dziś w Oleśnicy. Zaważył ponoć szczegół. Szef firmy wraz z żoną dostali dom we Wrocławiu i do Sycowa było im za daleko.
Następne wybory do sycowskiej rady miejskiej odbędą się już w okręgach jednomandatowych. Jest Pan wdzięczny ustawodawcy, że w końcu zostały utworzone?
Boję się, że okręgi jednomandatowe zatomizują społeczeństwo. W radzie może dochodzić do wyrywania sobie groszy, dzielenia ich na drobne kwoty i przeznaczania na okręgi, z których startował ten czy inny radny. Oby rajcy następnej kadencji nie zapominali, że reprezentują całą gminę, a nie tylko jej skrawek.
Wielu starszych sycowian z rozrzewnieniem wspomina czasy tzw. PRL-u. Pan też?
Oczywiście, ale głównie chyba z tego powodu, że człowiek był wtedy młody. Na tamten okres przypadł największy rozwój Sycowa i temu zaprzeczyć się nie da. Wszystko zależy od ludzi. Jak ktoś chce coś zdziałać dla swojego środowiska, to zrobi to, bez względu na czasy.
Z jakich dokonań najbardziej jest Pan dumny?
Sporo po sobie zostawiłem. Nie wszyscy to chcą dostrzec, ale trudno, taka jest kolej rzeczy. Żartując, można by powiedzieć, że nie ma w Sycowie obiektu użyteczności publicznej, którego bym nie „dotknął”.
Patrząc z perspektywy czasu na swą karierę samorządowca, czegoś Pan żałuje? Czego najbardziej jest żal?
Chyba w pewnym momencie przestałem doceniać bezpośrednie kontakty z ludźmi poprzez różnego rodzaju masowe imprezy typu dni miasta lub dożynki. Uważałem, że czymś sztucznym jest odgórne narzucanie społeczeństwu tego typu inicjatyw, co zostało źle odebrane.

LATA PRACY
Henryk Sarnowski zaczynał swoją karierę samorządową 39 lat temu. Od 1.01 do 30.10. 1973 r. pełnił funkcję naczelnika gminy Dziadowa Kłoda. Od 1.11.1973 r. do 1990 r. był naczelnikiem w gminie Syców, od 1994 do 1998 r. jej burmistrzem, a jednocześnie marszałkiem województwa kaliskiego. Jako wicestarosta powiatu oleśnickiego pracował od 1999 r. do 2010 r. Dwa lata temu przeszedł na emeryturę.

Koronawirus: bezpieczeństwo na bazarach

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3